Sztuka odchodzenia

Jeśli odchodzić to w chwale i u szczytu kariery – prawi mądrość ludowa. A tym, którzy tej prawdy nie wyznają los zdaje się pomagać…

Rok 1980. Era Gierka kończy się właśnie wielkim kacem. Jednym z symboli tejże ery jest Anna Jantar, która w swoich teledyskach mniej lub bardziej świadomie promuje osiągnięcia PRL. Ginie w nieco zapomnianej już katastrofie lotniczej 14 marca 1980 roku, kilkaset metrów od pasa startowego lotniska Okęcie. Anna Jantar parokrotnie w swoich piosenkach podkreślała jak kruche jest życie, jak zmienny jest los.  Wersy takie jak „nie żałujcie serca dziewczyny, póki pragną was / życie tak króciutko trwa” czy „nic nie może przecież wiecznie trwać” towarzyszyły jej jak samospełniająca się przepowiednia, dodając jakiejś magii jej śmierci. Pamięta się ją jak najlepiej, jako wspaniałą artystkę, dobrą żonę, która zostawiła kochającego męża i małą Natalkę (Kukulską). Osobę ciepłą i serdeczną. Ale gdyby ktoś się zadał sobie trud…

Kiedy ogląda się wywiady z Jarosławem Kukulskim (do znalezienia na YouTube) ma się wrażenie, że w „kryształowym” małżeństwie od jakiegoś czasu nie układało się najlepiej. Kiedy czytałem dostępne niegdyś w sieci listy Jantar do Kukulskiego, miałem wrażenie, że nie są to listy miłosne na które spojrzałbym z zazdrością. Tajemnicą poliszynela było to, że rozwód wisiał w powietrzu. Wyjazd na 3-miesięczne tournée do Stanów Zjednoczonych miał być dla Jantar preludium do nowego życia. Z tego tournée już nie wróciła.

Na temat życia osobistego Jantar powstało wiele plotek. Niektóre dotyczą romansów mężatki z innymi mężczyznami. Szanując pamięć o zmarłej, J. Kukulski wolałby dziś do nich nie nawiązywać (Angora, 41/2006, Miłość aż po grób).

Związek artystyczny z Kukulskim wyniósł Jantar na szczyt. Pod koniec lat 70-tych Jantar usiłowała pójść inną drogą. Zastanawiam się, jak Anna Jantar wpasowałaby się w styl lat 80-tych, bo do 70-tych pasowała wspaniale. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że katastrofa przerwała jej życie u szczytu sławy.

Rok 2010. Czasy współczesne, jakby bardziej dla mnie zrozumiałe. Osoba Lecha Kaczyńskiego to jeden z dwóch symboli IV Rzeczypospolitej. IV Rzeczypospolitej ośmieszonej, zarówno przed media jak i samych jej twórców. Pomiędzy jej wierszami kilka wartych uwagi idei, to jednak niezbyt wiele.

Lech Kaczyński, „prezydent wszystkich Polaków”, ginie w katastrofie pod Smoleńskiem, miejscu dla Narodu symbolicznym. Ginie śmiercią „męczeńską”, „bohaterską”, wg niektórych niemal jak polscy oficerowie 70 lat wcześniej. Katastrofa wynosi go na Wawel, mimo, że sondaże nie dają mu najmniejszych szans na reelekcję. Zdaniem prezydenckiego ministra, Jacka Sasina, tłum gromadzący się na ulicach Warszawy jest najlepszym uzasadnieniem pochówku na Wawelu. Tłum, który oprócz oddawania hołdu parze prezydenckiej, manifestuje także patriotyzm, wspólnotę z Narodem i rodzinami ofiar, a Pałac Prezydencki traktujący w tych dniach jako symbol nie tylko jednego człowieka.

Pomimo niezaprzeczalnych wad Lecha Kaczyńskiego i przeciętności jego prezydentury, historia z pewnością doceni jego odejście. Jeden z celów IV Rzeczypospolitej – świadomość o zbrodni w Katyniu – został spełniony. Tylko rachunek nieprzyzwoicie wysoki.


Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


− jeden = 8

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>